Ludzie uznali, że tu jest moje miejsce

- Mówi się, że na kolejne kadencje w Polsce mają większe szanse kandydaci bezpartyjni. To już Pana piąta kadencja, przy czym startował Pan zarówno jako kandydat niezależny, jak i z ramienia partii. Czy w którymś przypadku rzeczywiście jest zdecydowanie łatwiej?
- Spotkałem się z takimi opiniami w gronie fachowców telewizyjnych. Kilka tygodni przed wyborami twierdzono, że szyldami partyjnymi da się opisać kilkanaście procent startujących. Myślę, że zapanowała obecnie swoista moda na niezależność. Gdy spróbowałem 4 lata temu, wystartowałem ze swojego komitetu i wygrałem w pierwszej turze mając 63 procent głosów, a w tym roku spróbowałem jeszcze raz, tym razem partyjnie i mam prawie 80 procent, wiec trudno takie relacje do końca przewidzieć.
Uważam, że wyborcy coraz bardziej stronią od polityki. Jeśli są do kogoś przekonani i przez kilkanaście lat go obserwowali i sprawdzali, to w finalnej ocenie partia nie jest jednak elementem decydującym. Poparcie zależy też od tego, z jakiej się jest partii, bo ludzie wierzą ostatnio coraz bardziej tym, którzy mniej wojują, a więcej pracują. Ekranowym wojownikom z przysłowiowym "parciem na szkło" dają mniejsze szanse. Nie zakładam, że to jest decydujący element, ale w niektórych przypadkach może być znaczący. Jeśli ktoś jest słaby, nieznany i jeszcze się dodatkowo partią oszylduje, to może mu to przeszkadzać. Dobrym kandydatom jednak raczej to nie przeszkadza.
Patrząc na stosunek ilości 250 członków partii, do 4400 osób które zagłosowały na mnie w wyborach wskazuje, że zwolennicy danej partii nie zdecydowali kto będzie Wójtem w Gminie mykanów.. Przecież ja bym nigdy nie wygrał żadnych wyborów, licząc tylko na partyjną pomoc. Znalazłem się w PSL dlatego, że to jest partia ze wsi i tylko ona naprawdę interesuje się wsią. Dla mnie jest albo PSL, albo bezpartyjność, jeśli uznam że w tej partii dla mnie nie ma miejsca.
- To właśnie najczęściej wspomniane przez Pana media domagają się ograniczenia dopuszczalnej ilości kadencji do np. tylko dwóch. Czy taka rotacja wójtów jest dobra dla gminy? Co Pan o tym sądzi?
- Z mojego doświadczenia wynika, że pierwsza kadencja to jest niestety dopiero nauka. Nie ma uczelni kształcących samorządowców, którzy od razu wiedzieliby wszystko. Każda gmina jest specyficzna i trzeba się tego nauczyć. Nieszczęście dla gminy zaczyna się wtedy, gdy przypadkowa osoba wygra wybory, bo w cztery lata wszystkiego się nie nauczy, a jeszcze większe nieszczęście jeśli jakimś cudem przez następne lata ludzie pozwolą komuś takiemu rządzić. Z drugiej strony niektórzy uprawiają spiskową teorię dziejów i domniemują, że w ciągu 8 lat tylko się zawiązują dzikie układy. Obecnie funkcjonuje jednak wiele instytucji kontrolnych i ich zadaniem jest nie dopuszczać do patologii. Ponadto ludzie mogą się przecież co cztery lata wypowiedzieć i zweryfikować poprzednie decyzje. Skoro jest demokracja, to niech lud suwerennie decyduje.
Chociaż więc prywatnie mogę sądzić, że dwukadencyjność niekoniecznie musi być dobra, to nie uważam, by miały o tym decydować jakieś przepisy. Niech ludzie weryfikują, po co do tego mieszać prawo? Wyborcy na miejscu najlepiej wiedzą, czy ktoś jest smyk, złodziej, utracjusz. Zostawmy to ludziom, niech się też czują odpowiedzialni i wyciągają odpowiednie wnioski.
- Ostatnie pytanie związane z wyborami to pytanie czy powinno się wprowadzić okręgi jednomandatowe?
- Dla mnie byłoby to dobre, jeśli jeszcze w ogóle kiedykolwiek spróbuje kandydować, miałbym większe szanse. Jednak miasta zawsze będą miały przewagę, a w gminach ludzie wciąż nie dojrzeli by wiedzieć, że to właśnie w Sejmie decyduje się o wielkości środków, kierunkach rozwoju, o podziale środków na miasto i wieś. Jestem wprawdzie z jednej strony za okręgami jednomandatowymi, z drugiej pragnę zaapelować do środowiska wiejskiego aby zaczęli głosować na swoich, sprawdzonych mieszkańców polskiej wsi. Nie wiem w czym kandydaci ze wsi są gorsi od tych miasta, w każdym razie najpierw oddajemy swój głos bez zastanowienia, a potem narzekamy niekoniecznie na tych na których głosowaliśmy. Jakbym taki wynik dostał 3 lata temu w wyborach do sejmu, to dzisiaj był bym posłem. Moi wyborcy wielokrotnie mówili mi, że na wójta zagłosują, ale do Sejmu to nawet żebym nie starał, bo dostanę najwyżej połowę głosów. Coś więc zatem w tym jest; ludzie uznali, że tu jest moje miejsce.
- Jak widać wybrali słusznie, bo coraz częściej w powiecie częstochowskim mówi się, że najlepiej osiedlić się i budować interes w gminie Mykanów, bo jest najmniej przeszkód. Wójt postawił na młodzież, winduje gminę.
- Oczywiście tak jest właśnie dzięki wspólnej wieloletniej pracy. Czas ten był konieczny, żeby dopracować się pewnych metod, niezawodnej załogi, komfortu współpracy. Mamy do podejmowania ważne decyzje i musimy zdawać sobie sprawę z tego, co jest konieczne, co przed nami. Pracować, rozwijać się i przewidywać.
W swojej pracy staram się wskazywać na fakt, że wciąż nie mamy do końca zbudowanej świadomości obywatelskiej. Dobrze było by dopracować się sytuacji w której na jednej szali mieszkańcy położyli prawa, a na drugiej obowiązki.
Zbyt często uważamy, że nam się należy, że tak na prawdę to ktoś za nas powinien wykonywać należne zobowiązania. Mimo tego, uważam że instytucja samorządu sprawdziła się w Polsce najlepiej na tle pozostałych innych instytucji. Trochę jednak gorzej wygląda fakt, że na jubileusz 20-lecia samorządności zaczynają nam doskwierać cięcia finansowe na różnych frontach. Każdy wykorzystuje to co ma, jeden ma las, drugi górkę, czy jezioro. Ja w swojej gminie nie mam nic takiego, więc pracuję z ludźmi. Na wizerunek tej gminy zapracowali przede wszystkim ludzie, a nie inne uwarunkowania.
- Mówi Pan o współpracy, o pracy w zespole. Co więc według pana powinno być priorytetem ponad podziałami, niezależnie od tego jaką partię kto reprezentuje?
- Telewizja karmi nas informacjami, że walczy się przede wszystkim o interes partyjny, ale na szczęście u nas wcale tak nie jest. Mam nadzieję, że uda mi się po raz piąty tak skonstruować pracę w radzie, że nikt nie będzie podkreślał z ramienia jakiej partii kandydował, bo to u nas jest nie na miejscu. Podczas wyborów każdy sobie oczywiście jakoś tę partyjność uprawia, ale w radzie nikt nie powinien nawet pisnąć, że on tu reprezentuje takie czy inne ugrupowanie. Radni sobie chwalą taką pracę, wszyscy widzimy, że nie ma lepszej płaszczyzny do współpracy. Kto usiłuje przepychać interesy stojącej za nim partii od razu dostaje czerwoną kartkę. To już jest duży sukces, ale wciąż powinniśmy dążyć do tego, żeby samorząd był ustawicznie wzmacniany.
- Tak funkcjonująca rada wydaje się być organem sprawnym i silnym, więc nie boi się zapewne żadnych wyzwań?
- Owszem, dajemy sobie radę całkiem nieźle, ale mimo wszystko nie możemy zostać pozostawieni samym sobie. To nie może tak być, że na przykład zmienia się Karta Nauczyciela i gminy będą sobie nagle same decydowały, ile nauczyciele będą zarabiać i ile pracować. Państwo nie potrafi sobie poradzić z 600-tysięczna rzeszą jaką są nauczyciele, więc spycha odpowiedzialność za tych ludzi na dół, a niech się wójtowie martwią... Będą ogromne koszty społeczne, nauczyciele są przecież największą grupą zawodową, w naszej gminie też.
Drugi przykład to straż gminna. Nasza straż to również źródło określonych dochodów, teraz ktoś uznał, że gminy mają mniej zarabiać, niech zarabia inspekcja drogowa i policja. Ileś gmin znowu starci, ktoś chce gdzieś zrobić jakiś interes, a ludzie przecież nas rozliczają głównie z ekonomii. Interesują się tym skąd gmina ma pieniądze. Oczywiście opozycja też się tym skrupulatnie interesuje. Wydatki bieżące są elementami decydującymi, a wpycha nam się ich całą masę. Obawiam się, że za chwilę mało która gmina będzie miała zdolność kredytową. Najrozsądniej robią ci, którzy biorą pożyczki i preferencyjne kredyty dopóki istnieje taka możliwość. Są to środki finansowe, które są przecież po to, żeby je brać, żeby rozwijać gminę. Inaczej grozi nam stagnacja, zapaść, bo własnych środków mamy coraz mniej.
- Rozumiem, że istnieje wiele różnych trudności, proszę jednak powiedzieć, co jest Pańskim największym utrapieniem jako gospodarza?
- Są to wszystkie zadania związane z ochroną środowiska, czyli problem eternitu, bezdomnych psów, dzikich wysypisk śmieci, rabunkowej wycinki drzew, budowy przyłączy do kanalizacji. Im bardziej wójt chce zrobić postęp w tej dziedzinie, tym bardziej niestety naraża się ludziom. Tu państwo do końca zrzuciło swoją odpowiedzialność. Tylko gmina jest odpowiedzialna za to, że ludzie muszą się przyłączyć do kanalizacji, wyposażyć w pojemniki na śmieci. Gmina jednak po prostu nie ma pieniędzy, żeby sobie z tym wszystkim poradzić.
Pozostałe trudności wiążą się głównie z nadmiernym oczekiwaniem, że Unia Europejska może załatwić wszystko. Wiele gmin, w tym także i nasza, miało wielkie apetyty. Przygotowaliśmy ogromną dokumentację. Teraz po raz pierwszy dostajemy mniejsze udziały w podatkach PIT i CIT, co destabilizuje nam budżet. Brakuje pieniędzy na wkład własny w dofinansowane przez UE inwestycje.
Telekomunikacja Polska na przykład nie płaci dwuprocentowego podatku od budowli, czyli od kabli zakopanych w ziemi, bo Sejm uznał, że gminy mają za dużo pieniędzy i zmienił kwalifikacje. Podziemnych budowli z kablami nie zaliczyli już do budowli. To samo się dzieje przy siłowniach wiatrowych, tylko murowaną podstawę i maszt się liczy, a reszta instalacji jest z podatku wyłączona. Liczyliśmy na pewne kwoty, a będą one mniejsze. Zbliżaliśmy się już do poziomu 40 mln. w dochodach, a w tym roku będzie niestety tylko 36 mln.
- Tu właśnie jednak jest kilka dużych firm i tu wciąż widać, że mimo różnych ogólnopolskich kłopotów dajecie sobie radę.
- Gmina jest faktycznie rozwojowa. Jesteśmy jedną z niewielu gmin w regionie, w której przybywa ludzi. Jeśli chodzi o liczbę firm też jesteśmy w czołówce, mamy w porównaniu z sąsiadami dużą liczbę mieszkań oddanych do użytku, dużo przedszkoli.
Duże nadzieje wiążemy oczywiście z planowaną budową węzła autostradowego na naszych terenach. 100-hektarowa strefa przewidziana w planie pod przemysł i usługi będzie elementem, który sprawi, że będziemy się jeszcze lepiej rozwijać. Liczę na budowę autostrady, choć będzie to ciężki okres. Roboty drogowe, objazdy i nowe drogi dojazdowe, a także zniszczenie niektórych odcinków dróg dadzą nam się we znaki. Później jeszcze niepewna jest kwestia płatności, mało kto może zdecydować się na jazdę płatną autostradą. Mimo wszystko będzie to istotny element rozwoju, bo przecież zawsze wszyscy przy trasie mają dużo do powiedzenia. Jest to argument przyciągający inwestorów, a tym samym wzrost należności podatkowych dla gminy.
- Życzę więc i Panu i mieszkańcom gminy, by udało się jak najlepiej wykorzystać nowe szanse i by Nowy Rok był przynajmniej nieco lepszy niż mijający.
Dziękuję za rozmowę. Joanna Bar.